Dzień w Somatheeram, ośrodku w którym byłam, zaczynałam jogą. Kończyłam medytacją o zachodzie słońca. Wraz z diagnozą dostałam listę zabiegów, głównie masaży i dwa razy w ciągu tygodnia, kiedy byłam w ośrodku, łaźnię parową z dodatkiem ziół. Do tego ajurwedyjskie mikstury do wewnątrz. Masowały mnie często dwie masażystki jednocześnie. Rękami i stopami, do tego masaż moczonymi w ciepłym oleju woreczkami z ziołami, raz wspaniała maseczka z papji na twarz (genialnie rozjaśnia i wygładza skórę). Z olejów używanych do masaży można napisać doktorat. Jest ich bardzo wiele, na czele z uniwersalnym  sezamowym. Jeden z nich, który miał zmniejszyć moje napięcie  mięśni i  pobudzić przemianę materii pachniał smakowicie kulinarnymi wręcz przyprawami. Do stołówki, w której wszystkie potrawy miały oznaczenie dla jakiej są doshy, chodziłam z przewodnikiem, który dostałam pierwszego dnia. Mogłam się do woli objeść chappati (chrupiące placuszki), rewelacyjnym czatnejem kokosowym i zupełnie niesamowitymi bananami na ciepło z imbirem i kardamonem. Odkryłam też nową twarz ziemniaków w sałatce ze świeżymi owocami i masalą (czyli mieszanką przypraw). Zabiegi zajmowały około trzech godzin dziennie, potem obowiązkowy napój z zielonego kokosa i odpoczynek. No i kąpiel. Po masażach miałam zawsze wytłuszczone włosy. Szampon z Polski nie radził sobie z tym olejem. Korzystałam więc z ajurwedyjskiego wystawionego w mojej łazience.

ajurweda, vata, pitta, kapha, ayurveda, medytacja, modlitwa, masaż, oleje, parówka, chappati, sztuka życia, zabiegi, diagnoza, zalecenia, łaźnia parowa, Indie
Do domu dostałam kartę z diagnozą i przeszło trzydziestoma punktami zaleceń. Nie wiem, czy to efekt ajurwedyjskiej terapii czy zbieg okoliczności, ale przez dwa lata po powrocie z Indii byłam zdrowa jak rydz. Nie imały się mnie nawet katary. Kiedy przestrzegam zaleceń, zwłaszcza tych dotyczących diety i ważnej dla mnie regularności w życiu, czuję się świetnie. Kiedy wypadam z tego rytmu na dłużej zaczynam cierpieć: a to żołądek, a to kręgosłup, a to bóle głowy. Pewnie więc wrócę do ośrodka w Somatheeram. Nie tylko po leczenie. Także po widok gwiazd i malutkiego, zawieszonego prostopadle nad głową księżyca, po zapachy nocy i poczucie, że +29 stopni C daje ochłodę. W Polsce to przecież upał. W Indiach jest teraz wiele centrów ajurwedy nastawionych na klientów z Europy czy Japonii. Wybierać trzeba takie, które mają znak zielonego liścia (te są najlepsze) lub liścia oliwnego. Tylko takie centra mają atest państwowy i można się w nich spodziewać najlepszych specjalistów oraz wysokiego poziomu zabiegów. Rządy prowincji wprowadziły specjalny system ocen, zarówno procedur medycznych jak i warunków pobytu, żeby ukrócić ajurwedyjskie podróbki.


Anna Ławniczak


*Doshe
Zasady rządzące organizmem. Mają związek z różnymi funkcjami ciała. Vata rządzi odychaniem, krążeniem, pracą serca, układem nerwowym i ruchami mięśni. Wiąże się też z cechami psychicznymi takimi jak: nerwowość, lęk, niepokój, świeżość, potrzeba nowych wrażeń. Pitta rządzi wszystkim co jest związane z odżywianiem, trawieniem, wchłanianiem, metabolizmem, temperaturą ciała. A także cechami psychicznymi: inteligencją, orientacją, skłonnością do rywalizacji. Kapha jest czymś co spaja wszystkie elementy ciała, rządzi kośćmi, krążeniem wody w organiźmie, nawilżeniem błon śluzowych, smarowaniem w stawach, odpornością na choroby. Utrzymuje stały poziom energii. W psychice odpowiada za uczucia przywiązania, ale też żądzę i zazdrość. Każdy ma inny układ i proporcje tych zasad.